Oxenfree – recenzja gry. Co się czai w radiowym szumie?

Last modified date

Comments: 0

Nie przepadam za przygodówkami. Dlatego uznaję za nie lada osiągnięcie twórców, gdy jakaś gra tego gatunku przypadnie mi do gustu. Dotychczas, w całej mojej (już pewnie 30-letniej) karierze gracza, trafiło się to zaledwie kilka razy. Ostatnio było to „Detroit: Becoming Human” (cud-miód!), a nieco wcześniej „The Bunker”. To niezła kumulacja, bo w ciągu około roku trafiłem na trzecią grę przygodową, która mnie wciągnęła – „Oxenfree” od Night School Studio.

Jak się dowiedziałem przy okazji robienia małego researchu, „Oxenfree” to przygodówka typu walk-and-talk. Chodź i gadaj. Normalnie jak recepta na grę, która mnie zanudzi na śmierć w ciągu 10 minut.

„Oxenfree” to horror, z paranormalnym klimatem. Wcielamy się w nastolatkę Alex, która wraz z grupą przyjaciół trafia na Wyspę Edwarda, gdzie mają spędzić przyjemny weekend przy ognisku, piwie i trawce. Chodzi o zabawę, prosta sprawa. Jednak spawa szybko przestaje być prosta. Za postaciami wlecze się ich przeszłość, a wątek ten zostaje wtopiony w jeszcze większą historię – minione dzieje wyspy, która kiedyś była bazą wojskową i kryje w sobie mroczną tajemnicę.

Nie będę pisał więcej o fabule, bo jestem słaby w unikaniu spojlerów i później ludzie mnie wyzywają. Skupię się więc na innych aspektach gry, w ten sposób starając się wyjaśnić Wam, co mnie urzekło w „Oxenfree”.

Grafika

Grafika w tej grze wygląda świetnie. Wiem, że takie stwierdzenie w czasach, gdy mamy klęskę urodzaju utalentowanych grafików i screeny z co drugiego indyka mogłyby zdobić ściany galerii, to nic wielkiego. Ale, słuchajcie. „Oxenfree” wybija się na nawet na tle innych produkcji i jest czołówką.

Nieco bajkową estetykę jak z sennego marzenia zbudowano łącząc ręcznie rysowane elementy z obiektami 3D. To wszystko opakowano w zestaw mięciutkich, trochę przygaszonych pastelowych kolorów, które czasami przysnuwa filtr ziarna. Efektem jest bardzo nastrojowa i apetyczna całość. Kadrowanie jest dynamiczne, co oznacza, iż kamera zbliża się i oddala, zależnie od tego, jaka skala obrazu jest potrzebna dla narracji i dramatyzmu akcji. Wszystko jest świetnie zgrane. Krótko mówiąc – zobaczysz tę grę i będziesz chciał w nią grać.

This slideshow requires JavaScript.

Dźwięk

Ścieżka dźwiękowa „Oxenfree” również jest na najwyższym poziomie. Dobre jest samo udźwiękowienie, jak i muzyka. Za tę ostatnią odpowiedzialny jest Andrew Rohrmann, znany jako scntfc. Stworzył kompozycje, które łączą w sobie klimat elektroniki i ambientu z nieco retro brzmieniem, pozwalającym osadzić historię w kontekście klasycznych, amerykańskich horrorów z grupą nastolatków.

Ścieżka dźwiękowa jest dostępna na Spotify i słucham jej, pisząc tę recenzję. To ciekawa muzyka, warta odsłuchania nawet niezależnie od gry.

Mechanika

W kwestii mechaniki „Oxenfree”, jako przygodówka, wydaje się mieć mały potencjał pionierski. Jednak nie dajcie się zwieść pozorom. Oczywiście trzon mechanizmu gry to chodzenie (ta, przygodówki – gry o chodzeniu, jak ja to kocham), jednak szybko się okazuje, że za smak tej produkcji odpowiedzialne jest co innego. Dialogi. System dialogowy tej gry to najlepsze co dotychczas się wydarzyło w tym temacie.

Założenie jest niby proste – podczas rozmów mamy do wyboru kilka ścieżek dialogowych. Jednak wykonanie tego starego pomysłu decyduje o tym, że „Oxenfree” to unikat i nowy standard wart naśladowania. Przede wszystkim – dialogi zazwyczaj nie są odpalane przez nas poprzez wejście w interakcję z inną postacią. One się po prostu zaczynają, niezależnie od nas, jako element żyjącego środowiska gry. Nasi towarzysze mogą zacząć rozmawiać ze sobą lub z nami, a my wtedy możemy (ale nie musimy!) odpowiedzieć lub wtrącić się w rozmowę, która nas nie dotyczy. Albo możemy to olać i iść dalej. Całość ugrana jest tak, że odnosi się wrażenie, jakbyśmy brali udział w żywej, dziejącej się naprawdę konwersacji. Nie ma tu czegoś takiego jak wymuszona przerwa w rozmowie w oczekiwaniu na naszą kwestię. Albo coś powiemy, albo nie, co więcej – czasami moment zdecydowania się na powiedzenie czegoś determinuje, czy będzie to dłuższa kwestia, czy może tylko jakieś bąknięcie, nieudana próba podjęcia już przegadanego wątku. Do tego dialogi są napisane świetnie, brzmią jak prawdziwe, spontaniczne rozmowy.

Mam nadzieje, że w powyższym akapicie udało mi się w miarę jasno opisać, jak fajną rzeczą są dialogi w tej grze i na czym ta fajność polega. W wersji skróconej – jest to najbardziej dynamiczny, naturalny i dający najwięcej frajdy system rozmów, z jakim się dotychczas zetknąłem w grach.

Klimat

Serial “Stranger Things” przypomniał nam, jak bardzo lubimy niesamowite historie. W “Oxenfree” co prawda nie ma dzieciaków w roli głównych bohaterów, jednak jest grupa młodzieży, co również jest klasycznym toposem współczesnego horroru. W odpowiedniej oprawie estetycznej taki temat sam w sobie niemal gwarantuje sukces, jednak twórcy gry nie poszli na łatwiznę i dopracowali wszystko tak, aby był to unikat.

Jednym z kluczowych elementów dla fabuły i nastroju tej produkcji jest radio. Nic nowego. Jednak jakie to ma znaczenie. “Oxenfree” to historia opowiedziana na sprawdzonych i lubianych elementach narracji grozy, za co chwała jej twórcom. Wracając do radia – jest to fajny element wzbogacający gameplay. Regularnie kręcimy analogową gałką, wsłuchując się w radiowy szum, w poszukiwaniu czegoś istotnego. A radiowy szum jest jak mroczna otchłań oceanu – jest przepastny, nieodgadniony i nigdy nie wiadomo co się w nim czai. Nie wiem, czy to tylko moja impresja. Może to skrzywienie, ale ja w dzieciństwie nie raz siedziałem przy radiu, z fascynacją wsłuchując się w pełne pisków, trzasków i szumów tło, z którego czasami przebijały jakieś ledwo słyszalne, zagadkowe komunikaty z odległych światów ;)

Podsumowując

Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. “Oxenfree” to perełka, którą wyszperałem na psstorowej wyprzedaży. Jest to niewielka produkcja, która udowadnia, że indie games są istotnym elementem rynku gier. Nie tylko zapychaczem w przerwach między produkcjami AAA, ale też jedyną szansą na to, aby twórcy zrealizowali ciekawą wizję i pomysł bez skrępowania milionowym budżetem i idącą za to pracą pod dyktando wyników finansowych.

Nie to, żebym miał coś do półki AAA. Uwielbiam. Ale też uwielbiam ten oddzielny, niezależny strumień małych produkcji, w którym można sobie łowić takie piękne, złote rybki jak “Oxenfree”.

 


 

Ps.: Nie przejmujcie się komunikatem o tym, że wasz sejw został uszkodzony. To bug, i to polegający nie na uszkodzeniu sejwa, ale na wyświetleniu tego komunikatu. Wystarczy wyłączyć grę, uruchomić jeszcze raz, i gramy od zapisanego stanu. A stan zapisuje się tylko automatycznie, tylko po wejściu do nowej lokalizacji, o czym warto pamiętać :)

 


Trailer „OXENFREE” (PS4)

„OXENFREE” (PS4) – galeria

Maciek

O AUTORZE: Czterdziestolatek, szczęśliwy mąż i tato. Bardzo lubię czytać, zarówno książki fabularne, jak i wiedzowe, chociaż ostatnio mam na to niewiele czasu. Hobby to także granie, obecnie na PS4 (z grami komputerowymi jestem zrośnięty jak z książkami, bo gram od czasów 8-bitowego Atari). Pisać lubię i muszę - to od zawsze moja naturalna potrzeba. Tego bloga założyłem, aby od czasu do czasu tę potrzebę zaspokoić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Post comment