Nowa Fantastyka 04/2021

Prozatorską część tego numeru Nowej Fantastyki otwiera opowiadanie “Nadludzie” Pawła Ciećwierza. Na otwarcie dostajemy cytat z Bukowskiego i później styl pisania tego pisarza wydaje się kształtować nastrój narracji. Sama tematyka jest ciekawa, bo jest rodzimą, lokalną wariacją na temat superbohaterszczyzny. Niestety, wzmiankowany już styl pisania sprawił, iż czerpałem z tej lektury dużo mniejszą przyjemność niż mógłbym. Po prostu momentami jest to przegadane.

Dużo lepiej wypada “Paralipsa” Jędrzeja Burszty. Oryginalny setting, niby SF, a niby fantasy, pozwala to opowiadanie wrzucić w szufladkę weird fiction, jak sądzę. Fabularnie jest to takie sobie, ale że to krótka forma, to do podtrzymania temperatury wystarczy ciekawa sceneria, deformująca cały zestaw tradycyjnych toposów typowych dla głównych gatunków fantastyki.

“Era” Nana Kwame Adjei-Brenyah to pierwsze opowiadanie z części zagranicznej. Ciekawa dystopijna wizja do absurdu ekstrapolująca obecne trendy kulturowe i cywilizacyjne. Z jednej strony jest to już na tyle zdeformowane, iż ciężko to brać na poważnie, z drugiej strony – jeśli chociaż na chwilę obniży się próg krytycyzmy, robi się z tego strawna krytyka współczesności.

Drugie opowiadanie zagraniczne to “Żelazo ofiarne” Teda Kosmatki. To punkt kulminacyjny tego numeru NF. Mistrzostwo science fiction zaklęte w zwartą formę opowiadania. Jest tu chyba wszystko, co istotne dla tego gatunku – nowe, przełomowe technologie, dobrze osadzone w naukowym wyjaśnieniu, wizja bliskiej przyszłości i jej wpływu na przyszłość odległą, ale też zwykły ludzki dramat spajający się w jedno z wielkimi dziejami. Niesamowite, jak Kosmatka utkał tę narrację. Rozpoczyna od kameralnej historii, skupionej na ludzkich dramatach, tak zwykłych, że aż głupich, kończy zaś na odległej czasowo i przestrzennie wizji zasiedlenia nowej planety przez nasz gatunek. Jest to świetna dekonstrukcja założycielskiego mitu, zbudowana tak, iż kilka dni po lekturze nadal krążę wokół niej myślami.

Część prozatorską tego numeru zamyka “Lektura na lato” Kena Liu. Urocza, bardzo sympatyczna i sentymentalna opowiastka sf, za pomocą której Marcin Zwierzchowski żegna się z czytelnikami NF, odchodząc ze stanowiska redaktora działu zagranicznego.

Maciek

O AUTORZE: Czterdziestolatek, szczęśliwy mąż i tato. Bardzo lubię czytać, zarówno książki fabularne, jak i wiedzowe, chociaż ostatnio mam na to niewiele czasu. Hobby to także granie, obecnie na PS4 (z grami komputerowymi jestem zrośnięty jak z książkami, bo gram od czasów 8-bitowego Atari). Pisać lubię i muszę - to od zawsze moja naturalna potrzeba. Tego bloga założyłem, aby od czasu do czasu tę potrzebę zaspokoić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Post comment