Nowa Fantastyka 03/2021

We wstępniaku Jerzy Rzymowski żegna Papcię Chmiela, wspominając czas, gdy jako dziecko po raz pierwszy zetknął się z komiksem – była to XIII księga “Tytusa, Romka i A’Tomka”, czyli “Wyprawa na Wyspy Nonsensu”. Moje wspomnienia akurat są dosyć podobne i dotyczą tej samej księgi, chociaż nie wiem, czy to był pierwszy komiks, czy pierwszy, który tak dobrze zapamiętałem. Do dzisiaj noszę w pamięci fragmenty tych absurdalnych przygód.

“Tytus, Romek i A’Tomek” także w moim dzieciństwie odegrał dużą rolę, jako medium wprowadzające w świat wyobraźni i twórczej swobody. Mimo ogólnie niespecjalnej pamięci do tego typu rzeczy, w głowie żywo zapisały mi się całe motywy z dzieł Papcia Chmiela. Te wspomnienia mają specyficzną otoczkę emocjonalną – połączenie peerelowskiej szarzyzny, z dziecięcym zdziwieniem oraz czymś jeszcze mało znanym i zrozumiałym, ale obiecującym, czyli możliwością wykorzystywania wyobraźni do poznawania i tworzenia niesamowitych światów. W tym ujęciu okienka komiksów Papcia Chmiela były dla mnie jednymi z pierwszych okien do alternatywnych rzeczywistości.

Dział prozy polskiej otwiera “Antropolog i jego magia” Marty Kładź-Kocot. Tekst ten mnie zaskoczył. Może nie mocno, ale jednak – na początku lektury uznałem, iż wiem, co to będzie i nie jest to nic w moim stylu. Spodziewałem się mocno lirycznego fantasy, jednak autorka szybko udowodniła mi, jak nieadekwatne były moje proste założenia. To opowiadanie to coś niestandardowego i ciekawego, fantastyka mocno osadzona w antropologii, dzięki czemu nabywa dodatkowego, specyficznego sznytu autentyzmu i niesamowitości. Jednocześnie ten klucz interpretacyjny nie jest jedynym, nie wyczerpuje nastroju narracji, ponieważ jest w niej coś więcej, także oniryczna wręcz nieuchwytność i wieloznaczność. Bardzo przyjemna lektura, pobudzająca wyobraźnię.

Kolejne opowiadanie to “Ostatnia szczypta czarnoprochu” Anny Szumacher. Tu także początkowo sam siebie złapałem w pułapkę interpretacyjnej kalki. Spodziewałem się pastiszu fantasty, lecz ten szybko wyewoluował w coś więcej. Zrobiła się z tego dobra, gatunkowa historia, moralizująca, a mimo to opowiedziana z lekkim, humorystycznym zabarwieniem.

W dziale prozy zagranicznej, mimo że na jego słabość narzekać nie mogę, zamieszał Peter Watts “Owadzimi bogami”. Rasowe SF z bardzo ciekawą koncepcją ewolucji ducha, umysłu i ogólnie naszej rasy. W głowie tłukły mi się różne pomysły, wiele też koncepcji poznałem w literaturze i filmie, ale koncepcja Wattsa to coś nowego i powodującego kognitywne dreszcze. Mimo że, po fakcie, zastanawiam się, jakim cudem nikt wcześniej nie wpadł na coś tak oczywistego (no dobra, może wpadł, ale ja się z tym nie zetknąłem). Świetne opowiadanie, dające do myślenia i pobudzające wyobraźnię do ekstrapolacji pomysłu.

“Badania nad wróżkami” Naomi Kritzer to trochę współczesna baśń, trochę fantasy, z emancypacyjnym sznytem. Fajna, prosta historia, raczej nie kładąca zbyt dużego ciężaru na wiarygodność, ale bawiąca się konwencją i tematem, w celu dowiezienia przekazu.

Kolejne opowiadanie to mikroforma – “Lista rzeczy do zrobienia przed śmiercią” Ericy L. Satifky. Nie urzekło mnie to niespełna stronicowe dziełko. Widziałbym je raczej gdzieś na literackim forum, jako warsztatową próbę, a nie na łamach NF.

Część prozatorską tego numeru zamyka “Planet Doikajt” Elizy Rose. To jedno z tych opowiadań, które onieśmielają mnie pod względem twórczej wszechstronności oraz kreacyjnej autentyczności, wynikającej z erudycji. Jest to SF o mającej źródło w żydowskiej kulturze społeczności kolonizującej małą planetę, gdzieś w mrocznych odmętach kosmosu. Planeta jest miejscem bardzo dalekim od tego, jak wyobrażamy sobie ewentualne cele naszej kosmicznej migracji – nieprzyjazna, karłowata, dająca margines przestrzeni na przetrwanie i to w bardzo specyficznych warunkach. W tę oszałamiającą wizualnie oprawę autorka wrzuciła równie oszałamiającą antropologicznie kolonijną mutację kultury żydowskiej. Dobra historia, jeszcze lepszy obraz.

Numer zamyka rysunek autorstwa Marka Lachowicza, umieszczony na tylnej okładce – smutny Tytus stojący w dolnym, prawym rogu świecącej białą pustką strony. Wzruszające pożegnanie Papcia.

Maciek

O AUTORZE: Czterdziestolatek, szczęśliwy mąż i tato. Bardzo lubię czytać, zarówno książki fabularne, jak i wiedzowe, chociaż ostatnio mam na to niewiele czasu. Hobby to także granie, obecnie na PS4 (z grami komputerowymi jestem zrośnięty jak z książkami, bo gram od czasów 8-bitowego Atari). Pisać lubię i muszę - to od zawsze moja naturalna potrzeba. Tego bloga założyłem, aby od czasu do czasu tę potrzebę zaspokoić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Post comment