Nowa Fantastyka 02/2020

W końcu NF dotarła do mnie w terminie ;)

Z pierwszej publicystyki nic na dłużej nie przyciągnęło moich myśli, więc nie komentuję i od razu przechodzę do smakowitego wnętrza. Dział z prozą polską otwiera i zamyka “Cmentarz z widoczkami” Marcina Rusnaka. Setting to specyficzne postapo – nie jest to wyjaśnione, ale wygląda na to, iż świat zawalił się pod wpływem globalnego ocieplenia i wywołanych tym kryzysów ekonomicznych, społecznych i politycznych. Sceneria tej prozy to nie gruzy, lecz raczej opuszczone, niszczejące pustostany, z których wciąż jeszcze można wydrzeć cenne resztki starych bogactw, w tym technologii. Fabuła zaś to historia o… hm, ciężko mi to zamknąć w jednym, precyzyjnym stwierdzeniu. Jeśli chodzi o dzianie się, to jest to i historia o dorastaniu, i historia o rozliczaniu się z przeszłością. Jeśli chodzi o klimat, to jest mocno depresyjny. Jeśli chodzi o mniej oczywisty przekaz, to dla mnie jest to opowieść o słabości charakteru i patologii uzależnienia. Ogólnie dobrze się to czyta i w pamięci pozostają żywe obrazy tego smutnego, wyniszczonego świata.

W dziale prozy zagranicznej pierwszy szereg to “Najpiękniejsze chwile” Kena Liu. Rzecz o cybernetyce, wpływie technologii na życie i zderzaniu się koncepcji inżynierów ze złożoną, nieprzewidywalną rzeczywistością. Nic nowego i świeżego. Można to przeczytać bez bólu, ale nie zachwyca.

Dużo większą przyjemność sprawił mi “Czarodziej Loft” Eleanor Arnason. Jest to literacka adaptacja islandzkiej bajki, z przerobionym zakończeniem. Jak przystało na ludową narrację, mutowaną setkami lat ustnego przekazu, historia jest mocno dziwaczna i ma nierówną, zaskakującą strukturę. Dobrze mi się to czytało, tym bardziej, iż sam mam słabość do tego gatunku literackiego (np. bajka “O Czarciej Jadaczce”).

Ostatnie opowiadanie to “Pod drzewem boginek” Kathleen Kayambe. Prosta historia, jednak napisana z ciekawej perspektywy (dziecka), budowanej charakterystycznym, żywym językiem (skutecznie, jednak nie natrętnie). Obecny jest tu nastrój grozy, chociaż nie jest to stricte horror. Po zakończeniu lektury nadal nie rozstrzygnąłem wątpliwości, czy to, co się działo, było naprawdę, czy może świat został tu mocno zniekształcony przez dziecięcy (mitotwórczy) lub chory umysł.

W niefabularnej części zamykającej numer rozbawił mnie materiał sponsorowany opublikowany w celu promowania monet kolekcjonerskich z wiedźminem. To wywiad z panem Andrzejem Sapkowskim, kolejny, przy którym się ubawiłem i który podniósł mój poziom sympatii do tego człowieka. Odpowiedzi są niepoprawnie szczere, a przez to często zdawkowe i pewnie ponownie pan Sapkowski u wielu osób zasłuży na miano niegrzecznego i obcesowego. Cała rozmowa tym bardziej zabawna, że poszła do druku jako materiał marketingowy.

Wspomnę jeszcze o eseju “Śpieszmy się kochać mistrzów – tak szybko odchodzą” Waldemara Miaśkiewicza oraz “Terminator za garść funtów” Łukasza Orbitowskiego. Pierwsze to wspomnienie o Bogusławie Polchu, w którym autor przybliżył mi nie tylko sylwetkę rysownika, ale też migawkowo historię polskiego komiksu, której Polch jest kluczowym elementem (o ile nie fundamentem). Z kolei felieton Orbitowskiego to gawęda o filmie “Hardware”. To horror sf, do którego obejrzenia autor mnie zachęcił. Ciekawe, czy jest to dostępne w jakmikolwiek VOD…


NA MARGINESIE:

Na wewnętrznej stronie tylnej okładki jest informacja do autorów „Jak przysyłać opowiadania”. Była publikowana również w poprzednim numerze, w tej samej formie, która uznałem za błąd. Jest tam mowa o naborze opowiadań do NF oraz do „Wydania specjalnego”. Sądziłem, iż po prostu puszczono do druku jakąś starą wersję tekstu, jeszcze z czasów, gdy „Wydanie specjalne” się ukazywało. Jednak skoro ukazuje się to już drugi raz w takiej formie, to czy możemy się spodziewać reaktywacji dodatkowych zeszytów z opowiadaniami?

Maciek

O AUTORZE: Czterdziestolatek, szczęśliwy mąż i tato. Bardzo lubię czytać, zarówno książki fabularne, jak i wiedzowe, chociaż ostatnio mam na to niewiele czasu. Moje hobby to także granie, obecnie na PS4 (z grami komputerowymi jestem zrośnięty jak z książkami, bo gram od czasów 8-bitowego Atari). Pisanie to moja naturalna potrzeba od zawsze. Tego bloga założyłem, aby od czasu do czasu tę potrzebę zaspokoić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Post comment