Kingdom: New lands – recenzja gry. Jak ciułałem monetki.

Last modified date

Comments: 0

Kingdom: New Lands_20190913220535

W 2015 roku została wydana gra „Kingdom”. W 2016 pojawiła się jej kontynuacja – „Kingdom: New lands” (wtedy też pierwowzór został przemianowany na „Kingdom: Classic”). Nie grałem w pierwszą część, wcześniej nawet o niej nie słyszałem. Ciężko mi więc ocenić postęp, jaki się tu dokonał. Mogę więc jedynie ocenić „Kingdom: New lands” w oderwaniu od tego historycznego kontekstu. I stwierdzę krótko: ta gra jest świetna.

Obecnie dostępna jest już kolejna część („Kingdom: Two crowns”, wydana w 2018), jednak czyniąc zadość tradycji tego bloga, którą to tradycją jest nie bycie na bieżąco, recenzuję produkcję sprzed trzech lat. Być może za jakiś czas ogram również najnowszą wersję i albo napiszę wtedy oddzielny tekst, albo dodam tu jakieś uwagi na ten temat.

Co jest grane?

Ok, wracam do meritum. „Kingdom: New lands” to gra stworzona przez studio noio. Jest to produkcja, od której pod wieloma względami wieje świeżością. Już sama ogólna, gatunkowa klasyfikacja może zaskoczyć, ponieważ do Kingdom najbardziej pasuje określenie sidescrollowana strategia czasu rzeczywistego w pixel artowej grafice 2D. Ciekawe połączenie. Na tyle dziwaczne, iż można by uznać tę grę za jakiś formalny eksperyment gamedeveloperski, fajny do zobaczenia, lecz nie dający zbyt wiele rozrywki. Tymczasem jest kompletnie inaczej – Kingdom jest niezwykle grywalne i bez problemu potrafi wyciąć z życia kilkadziesiąt godzin.

This slideshow requires JavaScript.

Less is more

„Kingdom: New lands” romansuje z minimalizmem pod każdym względem. Poczynając na retro oprawie graficznej, idąc przez schludną, ale schematyczną oprawę dźwiękową, a kończąc na opartym na małym zbiorze elementów gameplay’u. Co istotne – formalne uproszczenia nie obniżyły jakości produkcji. W tym właśnie tkwi wielkość tej gry – twórcy narzucili sobie rygor bardzo ograniczonego zbioru środków, a mimo to wykrzesali z tego niesamowicie wciągającą rozgrywkę. Zacznijmy od grafiki. Niby jest to mocno pikselowane 2D, jednak wykonane tak, że domyślam się, że w tle, za tą prostotą, stoją jednak jakieś zaawansowane algorytmy. Warstwa dźwiękowa to również niewielki zestaw, a mimo to doskonale buduje klimat rozgrywki. Gameplay zaś… gameplay to oddzielna historia, której poświęcę przynajmniej jeden akapit.

Wyraźny posmak eurosuchara

Jeżeli interesujesz się grami planszowymi, być może zetknąłeś się z ich podziałem na eurogames i ameritrash. Ameritrash (gry w stylu amerykańskim) to planszówki o rozbudowanym zestawie zasad, często mocno losowe, niezwykle istotny jest w nich setting i nastrój rozgrywki (np. Horror w Arkham, ameri w wersji kooperacyjnej). Eurogames (gry w stylu europejskim) dla odmiany oferują niewielki zestaw reguł, jednak dobranych tak, iż można na ich bazie budować mnóstwo precyzyjnych strategii, wolnych od czynnika losowego (np. Carcassonne).

Po co o tym piszę? Otóż Kingdom: New lands” to taki rtsowy odpowiednik eurogames. Rozgrywka ma tu dokładnie ten sam posmak, a ciułanie monetek to dla mnie po prostu eurosuchar w pełnej krasie. I nie jest to zarzut, ale raczej pochwała. Nie dlatego, iż jestem jakimś radykalnym fanem tego typu rozgrywki, ale dlatego, iż idea ta została tu zaimplementowana niezwykle sprawnie i z rewelacyjnym efektem.

Chodzi o pieniądze

Tyle ogółów. Czas na konkrety, czyli z czego i jak jest zbudowany gameplay „Kingdom: New lands”. Jak już wspominałem – jest to gra 2D, z sidecrollowaną scenerią oraz modelem rozgrywki, który pozwala ją zaklasyfikować jako RTS. Nie sterujemy bezpośrednio naszymi jednostkami. Po planszy poruszamy się postacią króla lub królowej i sprawy załatwiamy podrzucając w odpowiednie miejsca monety. Monety aktywują określone akcje. Niby nie jest ich zbyt wiele, jednak zostały dobrane tak, że stworzyły zamknięty, wewnętrznie spójny zbiór zagrań pozwalający realizować wiele strategii.

Gdy przeznaczymy monetę na jakieś działanie, zostanie ono zrealizowane zgodnie z ustalonym algorytmem. No i właśnie te algorytmy to sekret do sukcesu w grze – poznanie ich niuansów pozwala precyzyjnie kontrolować to, co się dzieje w królestwie i unikać podstawowych błędów, takich jak chociażby wycięcie drzew wokół obozu nomadów. Dlaczego akurat taka akcja jest błędem? Nie będę ci spoilerował, dowiesz się sam w trakcie rozgrywki. Jednym z jej głównych smaków jest właśnie odkrywanie takich, często pozornie małych zależności, decydujących o sukcesie lub porażce w określonej sytuacji. Najfajniej robić to przez doświadczenie, metodą prób i błędów. Wtedy dopiero można poczuć, że Kingdom: New Lands” to bardzo dobrze przemyślany, logiczny świat, mimo swej prostoty dający spore pole popisu dla gracza. Odkrywanie tego świata to poznawcza przyjemność, czyli radocha dla mózgu.

Wracając jeszcze do nagłówka tego akapitu – ostatecznie chodzi nie o pieniądze, ale o koronę. Trzeba ją utrzymać na każdej z wysp. Są one generowane losowo, ale wg ustalonych reguł, np. z góry ustalona jest liczba portali, w których spawnują się wrogowie atakujący królestwo, by odebrać wieńczący twoją skroń symbol władzy.


NA MARGINESIE:

  • W „Kingdom: New lands” jest mnóstwo chodzenia w tę i z powrotem. Mimo, że jest to gra strategiczna, nie mamy tu typowego dla tego typu gier sterowania, czyli wydawania poleceń kursorem. Biegamy po mapie postacią, przy czym postać ta nie porusza się jakoś wybitnie szybko i w pewnym momencie, szczególnie na większych wyspach, pokonywanie przestrzeni zaczyna zajmować naprawdę sporo czasu. Jest to i fajne, i niefajne. Fajne, bo „Kingdom: New lands” ma w sobie klimat zen. Mimo że już zaliczyłem całą mapę, mam ochotę wracać do tej gry, aby wieczorem zrelaksować się przy rozgrywce o spokojnym, równym tempie. Niefajne, bo „Kingdom: New lands” to złodziej czasu. Kradnie minuty i godziny, jak Greed monety. Powolne tempo połączone z ogromną grywalnością, potrafi być frustrujące, bo ile razy nagle spostrzegałem się, iż jest już 1 w nocy, jutro rano wstaję do pracy, czasu na sen coraz mniej, a ja tymczasem dostojnie galopuję przez zieloną równinę, aby gdzieś w odległym zakątku mapy zaznaczyć drzewa do wycięcia.
  • Podana przeze mnie data premiery „Kingdom: New lands”, czyli 2016, dotyczy PC. Port na PlayStation 4 ukazał się dopiero w 2018 roku.

 

TRAILER „KINGDOM: NEW LANDS” (PS4)

„KINGDOM: NEW LANDS” (PS4) – screeny z gry

Maciek

O AUTORZE: Czterdziestolatek, szczęśliwy mąż i tato. Bardzo lubię czytać, zarówno książki fabularne, jak i wiedzowe, chociaż ostatnio mam na to niewiele czasu. Hobby to także granie, obecnie na PS4 (z grami komputerowymi jestem zrośnięty jak z książkami, bo gram od czasów 8-bitowego Atari). Pisać lubię i muszę - to od zawsze moja naturalna potrzeba. Tego bloga założyłem, aby od czasu do czasu tę potrzebę zaspokoić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Post comment