It’s a prank, bro!

Stefan miał pecha. Jego matka zmarła przy porodzie. Ojciec alkoholik bił go niemiłosiernie. Gdy Stefan miał 6 lat, rodzic połamał mu nawet żebra. Pewnie szybko by go zabił, ale dostał wylewu i diabeł zabrał go do siebie.

Stefan trafił do sierocińca. Był wrażliwym, introwertycznym chłopcem, więc koledzy dawali mu nieustanny wycisk. Wymyślali przeróżne sposoby upokarzania i chłopak odkrył, że można się przyzwyczaić nawet do tego, iż banda wyrostków wywleka cię nocą z łóżka i wtyka twoją głowę w brudny kibel. To było do zniesienia. Tak samo jak psychopatyczna opiekunka, która chyba nie lubiła wyczuwanej w Stefanie delikatności. Często pod pretekstem kary za coś, czego nie zrobił, prowadziła go do osobnej, nieogrzewanej sali, kazała się rozebrać do naga, a następnie przywiązywała na całą noc do metalowego łóżka.

Chłopak to zaakceptował, wbudował to w codzienność i już doświadczając tego, traktował to jako element złej przeszłości, którą kiedyś, szczęśliwy, będzie wspominał. Pracował więc ciężko, aby tę dobrą przyszłość stworzyć. Pilnie się uczył, mimo że nie był zbyt pojętny. Skończył szkołę zawodową i został elektronikiem. Przełożeni szybko dostrzegli jego sumienność i obładowali go mnóstwem dodatkowych obowiązków. Dzięki temu Stefan pracował po 12 godzin dziennie i był w stanie wynająć kawalerkę oraz kupić Passata w dobrym stanie.

Znalazł też miłość. Przez internet. Już po pierwszym spotkaniu wiedział, że to będzie to. Asia wprowadziła się do niego po kilku miesiącach, po jakimś roku pojawił się u niej brzuszek. Po USG lekarz powiedział, że to chłopiec. Stefan był wniebowzięty, wyobrażał sobie, jak mocno będzie go kochał, jakim będzie wspaniałym ojcem i da dziecku wszystko to, czego sam nie otrzymał.

Lecz jego radość trwała bardzo krótko. U Asi wykryto nowotwór. Nie przelewało się im, dlatego rzadko chodzili po lekarzach. Nowotwór wykryty był późno. Bardzo późno. Za późno. Około miesiąca po tym, gdy zdiagnozowano raka, Asia poroniła. Później jeszcze przez niemal rok gasła powoli – Stefan wracał zmęczony po całym dniu pracy, siadał przy jej łóżku i słuchał jej słabnącego oddechu. Gdy którejś nocy oddech ustał, Stefan wyjął pasek ze spodni, zrobił z niego pętlę, zamontował na klamce i powiesił się tak, jak widział kiedyś na filmie.

Był dobrym człowiekiem, trafił więc do Nieba. Postawiono go przed obliczem Boga – zażywnego staruszka, z długimi, białymi włosami i białą brodą, odzianego w śnieżną szatę. Stali naprzeciwko siebie, pośród wiecznie zielonych łąk. Po twarzy Boga błąkał się łobuzerski uśmiech. Chciał coś powiedzieć, ale wtedy Stefan rzucił się na niego i chwycił go oburącz za szyję. Gwałtowność ataku była niespodziewana, jak na osobę, która przez całe życie nie skrzywdziła muchy.
– Nienawidzę cię! – krzyknął. Bóg zdołał się mu wyszarpnąć i rzucił się do tyłu. Stracił równowagę, upadł i zasłonił się rękoma przed atakującym Stefanem:
– It’s just a prank, bro! Just a prank!

Maciek

O AUTORZE: Czterdziestolatek, szczęśliwy mąż i tato. Bardzo lubię czytać, zarówno książki fabularne, jak i wiedzowe, chociaż ostatnio mam na to niewiele czasu. Hobby to także granie, obecnie na PS4 (z grami komputerowymi jestem zrośnięty jak z książkami, bo gram od czasów 8-bitowego Atari). Pisać lubię i muszę - to od zawsze moja naturalna potrzeba. Tego bloga założyłem, aby od czasu do czasu tę potrzebę zaspokoić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Post comment