Hollow Knight – recenzja gry. Jak tłukłem robaki pod ziemią.

Last modified date

Comments: 0

Hollow Knight_20191227211311

Zanim zacząłem grać w “Hollow Knight”, byłem przekonany, że to klasyczny platformer 2D z piękną grafiką. Bardzo mnie zaskoczyło, gdy po pierwszej śmierci odrodziłem się w głównej lokalizacji i po przeanalizowaniu ekwipunku i statów odkryłem, że to chyba roguelike. Jeszcze bardziej mnie zaskoczyło, gdy jakiś czas później dowiedziałem się, iż gra ta należy do innego gatunku – jest to metroidvania.

Trochę historii

“Hollow Kinght” zostało stworzone i wydane przez studio Team Cherry. W grze tej wcielamy się w bezimiennego, milczącego Rycerza; akcja rozpoczyna się we wsi Dirtmouth, z której trafiamy do podziemnego królestwa robaków – Hallownest. Czyli fabularne coś-tam-coś-tam.

“Hollow Knight” na PS4 trafiło w 2018 roku i mniej więcej wtedy miałem okazję zobaczyć pierwsze trailery i gameplay’e, które zainteresowały mnie głównie ze względu na fajną oprawę graficzną. W końcu nadszedł dzień, gdy kupiłem tę gierkę, jednak później przeleżała w bibliotece dobre kilka miesięcy, aż pewnego wieczoru ją uruchomiłem. Odpalałem tytuł w przekonaniu, iż jest to czysto arcade’owa platformówka 2D, zagram w nią chwilę i odstawię, aby wracać wtedy, gdy będę chciał odetchnąć od bardziej czasożernych produkcji. Okazało się jednak, iż “Hollow Knight” sam radzi sobie świetnie z wycinaniem z mojego życia kolejnych godzin.

This slideshow requires JavaScript.

Co to za gra?

Jak już wspomniałem, gra ma w sobie elementy roguelike – po śmierci zostają nam umiejętności oraz ekwipunek, za to tracimy pieniądze (możemy je odzyskać udając się na miejsce śmierci i pokonując bytującego tam naszego ducha) . Poza tym odkryte lokalizacje nie są przechodzone jednokrotnie. Często je odwiedzamy ponownie, czy to wędrując do innych miejsc, czy to wracając z nową umiejętnością, która pozwala nam w już znanym miejscu dotrzeć do dotychczas nieosiągalnej półki skalnej lub otworzyć zamknięte drzwi. W grze jest mnóstwo backtrackingu. Eksplorując mapę, nasza postać zdobywa nowe umiejętności, rozwija stare oraz znajduje lub kupuje przydatne przedmioty. Po śmierci respawnujemy się w ustalonym miejscu, czyli na jednej z rozsianych po mapie ławek – na tej, na której ostatnio przyszło nam siedzieć, a tym samym zrobić tam save’a. Tak to wygląda w skrócie i jak się okazuje, taki typ rozgrywki ma już swoją nazwę. To metroidvania.

Termin “metroidvania” pochodzi od dwóch klasycznych gier – “Metroida” i “Castlevanii”. Za tą nazwą kryją się produkcje o charakterystyce takiej, jaką przytoczyłem w poprzednim akapicie. Czyli eksploracja mapy, z backtrackingiem i rozwojem postaci. To jest właśnie esencją “Hollow Knighta”. Kolejne obszary mapy otwierają się przed nami w miarę, jak rozwija się nasza postać oraz nasze umiejętności, dzięki to któremu progresowi jesteśmy w stanie pokonać bossów i dotrzeć w dotychczas niedostępne miejsca w już odsłoniętych lokacjach.

„Hollow Knight” to gra dobra, ale…

Brzmi to jak złodziejstwo czasu i właśnie tym jest “Hollow Kinght”. To zarzut i pochwała. Gra jest bardzo dobra, wciągająca, jednak czasami już męczyło mnie to bieganie w tę i z powrotem po tych samych lokacjach. Oczywiście jest tu system szybkiego przemieszczania, który bardzo skraca czas tych wojaży, jednak zazwyczaj i tak kawałek drogi trzeba pokonać pieszo, ponownie przebijając się przez respawnowanych wrogów.

Z powyższego zarzutu, który jest wadą do wybaczenia, niestety wyrósł większy zarzut – wada raczej nie do wybaczenia. Za jej sprawą przestałem grać w “Hollow Kinght” i, jak na razie, nie wróciłem do niego od dwóch miesięcy. Problem jest następujący: dotarłem do momentu rozgrywki, gdy do przodu może mnie pchnąć jedynie rozprawienie się z którymś z bardzo trudnych (jak na moje standardy) bossów. Dla mnie zniechęcające już jest samo to, iż do czegoś muszę podchodzić więcej niż kilka razy. Lecz tu pojawił się jeszcze jeden problem. Rozlokowani są oni tak, iż w ich pobliżu nie ma ławek. Oznacza to, że po śmierci każdorazowo muszę przebić się do nich przez spory kawałek mapy. W przypadku jednego z nich jest to bardzo nieprzyjemna przeprawa, ponieważ dotyczy świata grzybów. Kto grał, zrozumie mój ból – to najgorszy level, na jaki trafiłem w tej grze. Koszmarnie trudno się w nim poruszać, za sprawą grzybów-trampolin, z których trzeba korzystać, a które są mało responsywne i mało przewidywalne. Do tego wrogowie tutaj też są wymagający i bardzo zatruwający życie, chociażby Sporgi, czyli narośla na ścianach strzelające samonaprowadzającymi się, eksplodującymi zarodnikami. Niby nie brzmi aż tak przerażająco, ale jak dorzucić do tego otoczenie, czyli np. jaskinię z grzybami-trampolinami i lawą na dole, unikanie tych ataków jest frustrujące. Czyli, krótko to podsumowując, gra w pewnym momencie robi się za trudna.

Mógłbym już zakończyć tę recenzję, ale czuję się zobowiązany do zatarcia negatywnej opinii wyrażonej w poprzednim akapicie. Więc jeszcze raz napiszę – “Hollow Kinght” to bardzo dobra, niezwykle wciągająca gra. Ma piękną, charakterystyczną grafikę, dobre udźwiękowienie i ciekawy świat. Ma również, do czasu,  dobrze zbalansowany gameplay. I nawet mimo tego, że mnie zniechęciła poziomem trudności, nadal uważam, iż warto było w nią grać. Po prostu jej nie skończę. Trochę szkoda. Ale cóż. Niech koleś, który projektował świat grzybów przemyśli swoje życie.


TRAILER „HOLLOW KNIGHT” (PS4)

„HOLLOW KNIGHT” (PS4) – screeny z gry

 

Maciek

O AUTORZE: Czterdziestolatek, szczęśliwy mąż i tato. Bardzo lubię czytać, zarówno książki fabularne, jak i wiedzowe, chociaż ostatnio mam na to niewiele czasu. Hobby to także granie, obecnie na PS4 (z grami komputerowymi jestem zrośnięty jak z książkami, bo gram od czasów 8-bitowego Atari). Pisać lubię i muszę - to od zawsze moja naturalna potrzeba. Tego bloga założyłem, aby od czasu do czasu tę potrzebę zaspokoić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Post comment