Historia, która się nie wydarzyła

Last modified date

Comments: 0

Ciężko jest opowiedzieć historię, która się nie wydarzyła. Zygmunt P., lat 38, dnia 1 lipca roku 2015 o godzinie 11:32 wyszedł z domu. I wrócił. Ze świeżymi bułkami, świeżym serem i świeżym mlekiem. Po lekkim śniadaniu z puszką piwa zasiadł przed telewizorem i ze zdziwieniem stwierdził, iż jest transmitowany ten sam mecz co wczoraj. Uznał to za bezsensowne . Gdy to samo wydarzyło się kolejnego dnia, stwierdził iż to idiotyczne. Czwartego dnia, obserwując dobrze znajomą już choreografię rozgrywki, zaczął się niepokoić.

Bezpośrednio transmitowane czwartoligowe wydarzenie witało na ekranie odbiornika dzień w dzień, dzięki czemu Zygmunt P. odkrył, iż utknął w obrębie powtarzających się dwudziestu czterech godzin. Po tym gdy sformułował tę niepokojącą myśl, przez pewien czas prowadził uważną obserwację rzeczywistości. Wszystko potwierdzało niedorzeczną teorię. Po trzech tygodniach jego dzieci nie wróciły z wakacyjnego wyjazdu. Po miesiącu nikt nie zadzwonił z pracy, chociaż urlop skończył mu się już przed kilkoma dniami. Każdego poranka budziło go gruchanie tego samego gołębia przycupniętego na parapecie. Te same gazety, z tą samą datą zamarły za szybami kiosku. Ten sam lęk wgniatała go w poduszkę każdego wieczoru.

Po jakimś czasie poszedł do lekarza. Doktor wysłuchał z uwagą jego wyjaśnień, po czym polecił mu przyjść następnego dnia. Zygmunt P wiedział już, że jest całkowicie sam, a jego zagubienie w czasie niczym się nie różni od choroby psychicznej. Początkowo zamarł w rutynie powtarzalnej codzienności. Za każdym razem, gdy miał wybierać, wybierał to samo, gdy miał coś zrobić, robił to samo, o tej samej porze kładł się spać, o tej samej porze wstawał. W leniwej atmosferze życiowego zapętlenia stopniowo nasilał się niepokój. Zygmunt P z akceptacji tego, iż nic od niego nie zależy, szybko przeszedł do strachu przed własną odpowiedzialnością.

Spróbował się wyrwać. Zbuntować przeciwko samemu sobie. Zmieniał nawyki: jadł lewą ręką, pił piwo z butelki, zaczął prasować koszulki. Któregoś poranka, jedząc śniadanie, zerknął na szpalty lokalnej gazety (pierwszy raz nabytego tytułu, w ramach walki z nawykami). ‚Spłonął dom na ulicy Sieradzkiej 4’ – to u mnie. ‚Dzisiaj rano, 1 lipca, w pożarze domu zginął Zygmunt P, lat 38, samotny ojciec, wdowiec. Osierocił trójkę dzieci.’ Wpatrywał się w to przez dłuższy czas, a po jego twarzy błąkał się coraz bardzie błogi uśmiech.

Maciek

O AUTORZE: Czterdziestolatek, szczęśliwy mąż i tato. Bardzo lubię czytać, zarówno książki fabularne, jak i wiedzowe, chociaż ostatnio mam na to niewiele czasu. Hobby to także granie, obecnie na PS4 (z grami komputerowymi jestem zrośnięty jak z książkami, bo gram od czasów 8-bitowego Atari). Pisać lubię i muszę - to od zawsze moja naturalna potrzeba. Tego bloga założyłem, aby od czasu do czasu tę potrzebę zaspokoić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Post comment