Fantazja

Last modified date

Comments: 0

Domy stały po sąsiedzku, wyraźnie wytyczając swoją odrębność szeroką połacią dziko pleniącego się ogrodu. Pod koronami starych, zdziwaczałych jabłoni, pośród pachnącego szaleństwa wybujałych chwastów wił się labirynt cienistych ścieżek. Tymi nieznanymi światu meandrami biegł czas Jagny i Piotra, często gubiąc się w gęstwinie dziecięcych imaginacji.

W jej wspomnieniach niemal wszystko zamarło w ciężkiej zawiesinie letniego popołudnia. Złotowłosy Piotr wychodzący ze swojego domu z niedojedzoną pajdą chleba, machający do niej ręką umazaną masłem orzechowym. Przełknęła wtedy niepogryzione jeszcze płatki owsiane i zanim puszczona łyżka brzęknęła o talerz, dziewczynka była już na zewnątrz. Biegli głęboko w ogród, uciekając od martwego upału, podekscytowani tym, że tam już czeka na nich nowa przygoda.

Najpierw zatrzymali się przy krzaku agrestu. Zjedli kilka owoców, połykając słodki, kleisty miąższ, a wypluwając kwaśne, niedojrzałe skórki. Piotrek wyciągnął z kieszeni rdzawy, podłużny kamień.
-Znalazłem go koło domu. Mama mi powiedziała, że to piorun.
Obejrzeli szklisty pocisk z uwagą. Wykopali płytki dołek i schowali w nim znalezisko. Po chwili namysłu chłopak wyciągnął scyzoryk i odciął zdziwionej dziewczynce kosmyk włosów. Później to samo zrobił sobie. Dwa pukle dołożył do kompozycji. Spodobało się to Jagnie. Dodała tam jeszcze kilka kwiatków, po czym nakryli swój skarb strzępkiem folii i zakopali.

Pobiegli dalej, klucząc po sobie znanych tylko ścieżkach, aż dotarli do trzech kamieni zakreślonych półkolem łopianu. To miejsce miało się nazywać ‚klubem’, ‚domem’, ale w końcu zostało ‚bazą’, bo tak się uparł Piotrek. Siedli na dwóch mniejszych kamieniach, większy służył za stół. Przyrządzili na nim posiłek z rozgniecionej dżdżownicy, posypanej płatkami mniszka. Chwilę dłubali w tym patykami, udając że jedzą.
-Nie wiem mężu jak my sobie damy radę – przerwała Jagna poważnym głosem.
-A co?
-Nie wiem co będziemy jeść. Kurczaki się kończą… – spojrzała na dżdżownicową papkę, później rozejrzała się dookoła i dodała – I nasze dzieci gdzieś zginęły.
Po dłuższej pauzie, widząc, iż nie ma innego wyjścia, Piotrek zaproponował:
-To chodźmy ich poszukać.
Poszli. Chłopiec zaraz znalazł mocny kijek i walczył nim z hordami potworów, aż się z nich sypały ułomki liści i łodyg, brocząc zieloną posoką. Jagna od czasu do czasu pokrzykiwała alarmując swojego towarzysza i wskazując mu kolejne monstra. Gdy już wygrali, ruszyli do starej szopy skrytej na tyłach ogrodu. Szukali tam swoich dzieci stawiając niepewne kroki na trzeszczących deskach dziurawej podłogi, lawirując między sztychami złotego światła, w których dryfowały drobiny kurzu. Stanęli przy koślawej szafie ze starymi narzędziami.
-Nasze dzieci na pewno bawią się w czarodziejskiej krainie – zawyrokowała Jagna. – Pójdę po nie, a ty tu poczekaj…
-Czemu? – zmartwił się Piotr.
-Bo… bo w tym czasie ktoś mógłby zamknąć szafę i byśmy nie wyszli już nigdy.
-Aaa…
Dziewczynka weszła do środka. Towarzysz pomógł jej domknąć drzwi. Siedziała tam w ciszy, wdychając zbutwiałe, gęste od kurzu powietrze. Gdy uznała, że minęło wystarczająco dużo czasu, wyszła na zewnątrz.
-Już jestem – oznajmiła rozglądając się po pustej szopie. Przeszukała budynek, ale nigdzie nie znalazła Piotra. Zezłościła się na niego za ten głupi dowcip i przez następne godziny samotnie snuła się po ogrodzie, przed samą sobą udając, iż tak jest jej dobrze. Dopiero, gdy powietrze przeszło wilgocią wieczornego chłodu, udała się do domu kolegi. Otworzyła jej obca kobieta, siwawa już, chuda jak patyk. Zdziwiona zawołała Piotra i po chwili w drzwiach stanął młody mężczyzna, ciemny, kudłaty, z krzywymi okularami wetkniętymi pod spadającą na oczy grzywkę.

Po powrocie do domu Jagna próbowała wytłumaczyć rodzicom, co się stało. Z lekkim zniecierpliwieniem wysłuchiwali jej historii o koledze z sąsiedztwa, o wspólnych zabawach w ogrodzie. Szybko zrezygnowała. Przez kolejne dni bała się wychodzić z domu, jedynie obserwowała przez okno sąsiedni budynek i zamieszkujących tam, obcych jej ludzi. Dotarło do niej, że ten świat spokojnie toczy się swoimi koleinami. Strach zniknął. Żyła dalej normalnie, nosząc w sobie tajemnicę. Zawsze, gdy opadały ją wątpliwości, wyciągała małe, blaszane puzderko i sprawdzała czy nadal jest w nim piorunowiec i dwa kosmyki włosów – jej kasztanowy i ten drugi, złocisty.

Maciek

O AUTORZE: Czterdziestolatek, szczęśliwy mąż i tato. Bardzo lubię czytać, zarówno książki fabularne, jak i wiedzowe, chociaż ostatnio mam na to niewiele czasu. Hobby to także granie, obecnie na PS4 (z grami komputerowymi jestem zrośnięty jak z książkami, bo gram od czasów 8-bitowego Atari). Pisać lubię i muszę - to od zawsze moja naturalna potrzeba. Tego bloga założyłem, aby od czasu do czasu tę potrzebę zaspokoić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Post comment