Czasy się zmienili

Last modified date

Comments: 0

Zaczął się rok szkolny i już są – korki, koreczki… Za moich czasów do szkoły chodziło się na piechotę. Z bratem wstawaliśmy skoro świt. Matka dawała nam po garści pszenicy, kreśliła krzyżyk na czole i ruszaliśmy. Mieliśmy jedną parę butów, więc musieliśmy się nieść na zmianę: raz jeden drugiego, raz drugi pierwszego. I tak przez jedenaście kilometrów, aż docieraliśmy do strumienia. Tam na kamieniach rozcieraliśmy ziarno na mąkę i z mulistą wodą rozrabialiśmy ciasto. W pobliskim lesie przygotowywaliśmy palenisko, na którym wypiekaliśmy podpłomyki. Później jeszcze zbaczaliśmy z trasy: albo trzy kilometry w lewo, na bagna, żeby złapać kilka jaszczurek i węży (na przekąski), albo w prawo, 5 kilometrów, na wybrzeże, gdzie wspinaliśmy się na klify i wybieraliśmy mewom z gniazd jajka. Po tym wszystkim docieraliśmy do szkoły, uśmiechnięci i pełni entuzjazmu do nauki. I nie było żadnych smartfonów, airmaksów, białych słuchawek, fidżetspinerów i rodziców z SUV-em, nie było narzekania, że plecak za ciężki. A teraz… zaczęła się, bachoriada.

Maciek

O AUTORZE: Czterdziestolatek, szczęśliwy mąż i tato. Bardzo lubię czytać, zarówno książki fabularne, jak i wiedzowe, chociaż ostatnio mam na to niewiele czasu. Hobby to także granie, obecnie na PS4 (z grami komputerowymi jestem zrośnięty jak z książkami, bo gram od czasów 8-bitowego Atari). Pisać lubię i muszę - to od zawsze moja naturalna potrzeba. Tego bloga założyłem, aby od czasu do czasu tę potrzebę zaspokoić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Post comment