Altered Carbon (sezon 1), czyli przeklęty deus ex machina

Last modified date

Comments: 0

Już od jakiegoś czasu Netflix polecał mi serial “Altered Carbon” (“Modyfikowany węgiel”). Zamierzałem to obejrzeć, jednak wciąż odwlekałem decyzję, głównie z braku czasu. Jednak ostatnio, pod wpływem audiobooka na podstawie książki Richarda Morgana, oraz informacji, że już za kilka tygodni wyjdzie drugi sezon, postanowiłem to nadrobić. Zafascynowany zanurzyłem się w cyberpunkowy świat przyszłości, zanurkowałem głęboko, aż sięgnąłem mulistego dna.

Zanim przejdę do serialu, kilka słów o audiobooku. Pierwszy tom cyklu o Emisariuszu Takeshim Kovacsu (Kovacsie…?) czyta Maciej Kowalik. Na początku, gdy włączyłem nagranie, głos lektor kompletnie mnie nie przekonał. Jednak już po niecałych 10 minutach wsiąkłem całkowicie – Kowalik czyta bardzo obrazowo, mocno modulując głos. Jest to robota wręcz aktorska, przez co audiobooka słucha się świetnie.

Wracam do produkcji Netflixa. Nie wiedziałem, czego się po niej spodziewać i zostałem miło zaskoczony. Nie wiem, jak duży był budżet, jednak jeśli nie za duży, to został dobrze wykorzystany. Może dlatego, że to kryminał i dużo akcji dzieje się w niewielkich przestrzeniach, było to łatwiejsze do ogarnięcia. Ale ten świat wygląda na ekranie dobrze. Do tego jest to też przyjemne do oglądania pod czysto estetycznym względem – często kadry zbudowane są artystycznie, z fajnie dobraną cyberpunkową paletą barw, łączącą w sobie ciężkość czarnego kryminału, z futurystyczną krzykliwością. Czyli klimat jak z „Blade runnera”.

To połączenie estetyczne jest odbiciem fabuły, ponieważ “Modyfikowany węgiel” to właśnie kryminał, w cyberpunkowym settingu. Głównym bohaterem jest Takeshi Kovacs, były członek elitarnych jednostek, z których zdezerterował; obecnie skazaniec, odbywający wieloletnią karę pozbawienia wolności. Takeshi zostaje zrekrutowany przez Laurensa Bancrofta, przedstawiciela ówczesnych elit, bajecznie bogatego i wpływowego. Bancroft zatrudnia go, aby rozwiązał zagadkę jego własnej śmierci. Tak. Jego własnej. Ponieważ w tym świecie każdy posiada coś nazywanego “stosem korowym”, gdzie zapisywana jest jego osobowość. W przypadku śmierci ciała, o ile stos nie zostanie zniszczony, można ożywić taką osobę w innym ciele (dawcy, klonowanym lub sztucznym).

To powyżej to nie jedyna z niespodzianek, jakie nas czekają w “Altered Carbon”. Właśnie tym zachęcił mnie audiobook to wejścia w tę fabułę – Richard Morgan w swoich książkach zawarł sporo frapujących pomysłów na to, jak może wyglądać ludzkie życia za kilka stuleci. Jest to dosyć odległa przyszłość, więc nie wystarcza tu prosta ekstrapolacja obecnie dostępnych technologii i wrzucenie na ekran latających samochodów. Ok, latające samochody są (wreszcie!), jednak jest też dużo ciekawszych rzeczy, powstałych na skutek splatania się ze sobą trendów społecznych, technologicznych, ekonomicznych i politycznych. Jak chociażby SI stworzone do zarządzania hotelem, które ma w sobie zaimplementowany instynkt dbania o gości. To jeszcze nie brzmi zbyt zaskakująco. Jednak już ciekawiej jest, gdy bohater napotyka taką sztuczną inteligencję będącą właścicielem hotelu – wykupiła go w trakcie kryzysu. Wykupiła więc siebie. I teraz jest hotelem. Przybytkiem z osobowością, niezwykle inteligentnym, dla którego zadowolenie klienta jest największą możliwą nagrodą.

Większość tego, co powyżej napisałem, dotyczy ogólnie koncepcji fabularnej “Altered Carbon”. Jest to zaś recenzja serialu, a nie książki, czy audiobooka, więc wypada, abym napisał coś więcej o ekranowej adaptacji. Jak zasugerowałem w pierwszym akapicie – zaczęło się dobrze, skończyło źle. Serial od pierwszego odcinka bardzo mnie wciągnął. Jest na tyle dopracowany wizualnie, iż można się zanurzyć w tym świecie. Sam świat też jest ciekawy. Fabuła również, chociaż fanem kryminałów nie jestem, jednak w tym settingu było to ciekawe. Co więc mogło pójść nie tak?

Jakiś czas temu, rozczarowany kolejnym filmem, który zaczął się świetnie, a skończył kiepsko, doszedłem do wniosku, iż w tym przemyśle obowiązuje chyba zasada “Pierwsza połowa reżysera, druga połowa producenta”. Czyli że w pierwszej partii dzieła jest miejsce na realizowanie unikatowej koncepcji artystycznej (oczywiście w formie ograniczanej masowością kina), a w drugiej już dominuje koncepcja biznesowa, czyli serwuje się standaryzowaną papkę, będącą gwarancję wysokiej oglądalności. “Altered Carbon” to serial, a nie film pełnometrażowy, a jednak, jakimś cudem, tutaj ta zasada też zadziałała. Pierwsze odcinki są super, ale później coś zaczyna się psuć i im dalej, tym gorzej. Pod koniec zaczyna się dziki zjazd w dół.

Moje główne zarzuty wobec “Modyfikowanego węgla” to duże ustępstwa w logice na rzecz widowiskowości. W fabule i otoczeniu dzieją się często rzeczy, które nie mają uzasadnienia lub w ogóle są zaprzeczeniem tego, co już nam reżyser zdążył wcześniej o tym świecie opowiedzieć. Do tego dochodzi nieszczęsny deus ex machina, czyli rozstrzyganie istotnych konfliktów fabularnych za pomocą nowych czynników, pojawiających się w historii nagle. Jeszcze nie przesłuchałem całego audiobooka, więc nie wiem, na ile to wina twórców serialu, a na ile autora książki. Aby lista żalów była kompletna, dodam jeszcze naiwną, wg mnie, psychologię bohaterów. Nie chcę spoilerować, więc nie rozwinę tego wątku, ale wyjaśnię jedynie, iż emocjonalne motywy są tu rodem z najmniej wyszukanych komiksów Marvela, w których się zaczytywałem jako dziecko. Po przyszłości, w której świadomość została uwolniona z więzienia ciała, i po bohaterze, który poznał względność wszystkiego i jest umysłem transcendującym przez wcielenia, a nawet światy, spodziewałbym się więcej niż taniego sentymentalizmu. Ok, ale w końcu trzeba czymś złapać tego masowego widza.

Na 27 lutego zapowiedziana jest premiera drugiego sezonu. Mimo rozczarowania, zacznę go oglądać. Na plus może zadziałać to, że osobowość głównego bohatera nie jest związana tu z miejscem, ani ciałem, więc jest szansa na kompletną odmianę fabularną (z trailera wiem, że fizycznie Takeshi nie będzie już tym, kim był w pierwszym sezonie). Mam nadzieję, iż twórcy “Altered Carbon” tym razem nie będą się aż tak garbili nad zbieranymi monetkami i dadzą tej historii bardziej wyrafinowany smak.


NA MARGINESIE:

  • Pisząc w ostatnim akapicie o nadziei związanej ze zmianą ciała przez głównego bohatera, nie chciałbym umniejszać Joelowi Kinnamanowi, który wciela się w postać Takeshiego. Wywiązuje się z tego zadania świetnie, w czym zasługa i jego warsztatu, i jego aparycji, niebanalnej i pasującej do tej historii i tego świata. Ogólnie zestaw aktorski jest tu bardzo ok, fajnie dobrano twarze, tak że od pierwszego pojawienia się danej postaci na ekranie jest się już zainteresowanym tym, kim ona jest i jaką rolę odegra. To taka uwaga w kontrze do netfliksowego Wiedźmina, gdzie większość aktorów dobrano chyba z łapanki.
  • Najgorsze, co mnie w tym serialu spotkało, to długie partie retrospekcyjne. Miały „pogłębić” bohatera, dając mu solidne tło przeszłości, jednak u mnie odegrały dokładnie odwrotną rolę. Dużo lepiej to wszystko układało mi się w głowie, gdy na podstawie strzępków informacji wyobrażałem sobie mgliście, co się działo w jego życiu kiedyś. Retrospekcje ubrały to w plastikową, toporną fabularnie i naiwnie sentymentalną historię, która sprawiła, iż wolałbym, aby Takeshi Kovacs w ogóle nie miał przeszłości.

 

Trailer „ALTERED CARBON”, sezon 1

Maciek

O AUTORZE: Czterdziestolatek, szczęśliwy mąż i tato. Bardzo lubię czytać, zarówno książki fabularne, jak i wiedzowe, chociaż ostatnio mam na to niewiele czasu. Hobby to także granie, obecnie na PS4 (z grami komputerowymi jestem zrośnięty jak z książkami, bo gram od czasów 8-bitowego Atari). Pisać lubię i muszę - to od zawsze moja naturalna potrzeba. Tego bloga założyłem, aby od czasu do czasu tę potrzebę zaspokoić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Post comment